Trzy słowa o naszym podejściu do inwestycji, bo najwyraźniej trzeba przypomnieć


Chcielibyśmy wyjaśnić pewne wątpliwości i niejasności związane z naszym podejściem do dobierania obserwowanych spółek na blogu.

I jeszcze to, “że jak to w ogóle może być, że jakaś spółka odniosła sukces, jej kurs rośnie, a my jej nie obserwujemy” 🙂 (albo spada, a my ją obserwujemy)

Na początek zacytujemy ideę inwestycyjną zapisaną na naszej stronie w zakładce „O nas”: Naszym celem jest inwestowanie w spółki innowacyjne, które posiadają określone przez nas prawdopodobieństwo powiększenia swojej kapitalizacji, w szczególności takich które dopiero realizują swój cel (najchętniej pierwszy) tj. spółek z dużym potencjałem zysku. Spółki muszą być dobrze zarządzane, mieć mocny fundament naukowo-innowacyjny oraz doświadczoną część biznesową. Każdej spółce w naszym portfelu poświęcamy co najmniej kilkaset godzin rocznie. Jak wynika z naszego doświadczenia to najlepszy i najskuteczniejszy dla nas sposób inwestowania, biorąc pod uwagę możliwy do uzyskania zysk, nasze umiejętności oraz historycznie uzyskiwane wyniki. Inwestujemy przy kontrolowanym ryzyku, dokonując szczegółowych analiz poprzez zbieranie informacji, rozmowy z zarządami, czytanie raportów i komunikatów, wyjazdy na WZA, uczestnictwo w spotkaniach i webinarach itp.

Kluczowym dla nas jest zbieranie szczegółowych informacji, to podstawa do dokonania analiz. Im dane są dokładniejsze i informacji jest więcej tym większe jest prawdopodobieństwo, że analizy będą dokładniejsze i bardziej trafne. Można przeprowadzić najlepszą analizę na błędnych danych wejściowych, a wynik zawsze będzie nieprawidłowy. Prawidłowe wnioski z prawidłowej analizy mogą być wyciągnięte wyłącznie przy prawidłowych danych wejściowych, a błędne wnioski z analizy są następstwem analizy opartej na fałszywych lub niepełnych danych (pomimo, iż sam ciąg logiczny został wykonany prawidłowo) (Przy okazji – ten efekt wykorzystywany jest w licznych mediach podających „półprawdy” jako „wiedza o świecie” wymagających od oglądającego dokonania swojej analizy lub oceny – niestety w konsekwencji błędnej, do której będzie zawsze bardzo przywiązany, co jest dodatkowym „bonusem” psychologicznym).
Uzyskane wnioski z analiz służą następnie do zbudowania „modelu” inwestycyjnego danej spółki, po którego jednej stronie są atuty, a z drugiej strony ryzyka. I na tej podstawie powstaje zysk/ryzyka dla danego podmiotu. Oczywiście jest on subiektywny, bo ciężko w tego typu inwestycjach stworzyć model w 100% obiektywny.

To, że dana spółka jest przez nas obserwowana nie oznacza, że na pewno odniesie sukces i na odwrót, jeśli nie jest, nie oznacza, że na pewno nie odniesie. Dla przykładu, jeśli jakiś podmiot ma pewną szansę na sukces, ale z drugiej strony skrajnie wysokie ryzyko, to on nas nie interesuje. My możemy się opierać tylko na analizie, bo szklanej kuli, niestety, nie mamy. Jest to podejście inspirowane trochę Benjamin Graham, niekwestionowanym autorytetem, którego pierwszą zasadą inwestycyjną była ochrona kapitału.

Ktoś musi czuć adrenalinę na rynku – ok, ktoś inny wierzyć „do końca” – też jest dla nas ok. My natomiast dokonujemy analiz, najlepszych jakie potrafimy, choć oczywiście jak wszyscy popełniamy błędy. Nikt nas nie musi przekonywać, że to „kombinacja” pełna niedoskonałości i uznaniowości. Ale nie znamy lepszego, który pozwalałby nam zarabiać w długim okresie czasu tj. w ciągu „zagrań” mieć znaczną przewagę nad rynkiem.

I na koniec chcemy powtórzyć, że spółki obserwowane są tylko zwróceniem uwagi na ciekawe podmioty. To wszystko i nic więcej.

Michał Wachowiak



Czytaj więcej: