Zmienność, która jest nieodłącznym elementem inwestowania w spółki innowacyjne


Do napisania tego tekstu skłonił nas obecny, liczony w skali roku, wynik -40% na spółce Pure Biologics. Dlaczego jest tak, że spółka notuje taki wynik? Czy faktycznie to taka słaba inwestycja, czy też chodzi tu o coś zupełnie innego? Czy można wyciągnąć z tego jakieś wnioski i uniknąć takiej sytuacji w przyszłości?

Inwestowanie w spółki innowacyjne zostało przez nas dość dokładnie opisane tutaj i właściwie dodając do tego artykuły zawarte w dziale Psychologia inwestowania moglibyśmy zakończyć ten tekst. Jednak ludzki umysł ma tę właściwość, że dość szybko zapomina przeczytane i „przyjęte” zasady, zazwyczaj w momentach dużej zmienności sprowadza się to do tylko dwóch podstawowych emocji inwestora – strachu i euforii. Więc nie kierując się emocjami, spróbujmy odpowiedzieć na pytanie czy to była zła inwestycja? Na początek chcielibyśmy przytoczmy kilka liczb. W portfelu na stronie obecnie ujawnione są cztery pozycje, przy czym obserwacja trzech z nich rozpoczęła się 1.01.2019 (3 lata temu), w odniesieniu do jednej pozycji obserwację zakończyliśmy ponad rok temu (wynik został zatrzymany), a obserwacja ostatnio wprowadzonej pozycji rozpoczęła się w momencie debiutu, czyli 8.11.2021r. Dla całego okresu obserwacji wyniki kształtują się od 144% do 887%. W tym czasie poszczególne indeksy osiągnęły następujące wyniki: SP500 +80%, WIG +16%, WIG 20 -5%, mwig40 +33%, swig80 +86%, NCindex +97%, NASDAQ Composite +112%, DAX +44%. Powyższe porównanie pokazuje, że wyniki naszych spółek są krotnie lepsze. Ktoś mógłby powiedzieć, że on wypracował na rynku o wiele lepsze wyniki, ponieważ wchodził i wychodził w ciągu tych lat w różne spółki oraz instrumenty finansowe zamiast trzymać pozycję. Nie mówimy, że tak nie było – być może istnieją takie osoby, ale ekstremalnie rzadko się to zdarza. Dodatkowo na jednego takiego „super bohatera” przypadają tysiące osób, które stracą kapitał próbując powtórzyć jego dokonania. W realnym życiu inwestorzy osiągający regularnie każdego roku „zwykłe” 20-30% to prawdziwa rzadkość. Każdą okazję do spotkania z takim inwestorem trzeba potraktować jako pokorna naukę, my przynajmniej tak robimy.

Wobec tego, dlaczego aż taka duża zmienność zdarza się w przypadku małych innowacyjnych spółek. Główny powód jest taki, że w zdecydowanej większości nie osiągają one zysku lub zysk osiągany przez nie jest stosunkowo niewielki w odniesieniu do generowanych kosztów, więc ciężko jest je wyceniać według twardych zasad np. cena do zysk. A koszty te to przede wszystkim badania, czyli praca na stworzenie czegoś co będzie warte w przyszłości x. W przypadku zawirowań na szerokim rynku takie spółki najbardziej tracą na wartości. Inwestorzy nie chcą mieć spółek w ogóle lub tylko te „pewne”. Najczęściej zdarza się to, gdy jest dużo niepewności – „rynek amerykański się zawali”, „wojna z Ukrainą”, „FED przeprowadzi podwyżki stóp i załamie rynek”. Oczywiście, że tak się może zdarzyć – wszystko jest możliwe, ale patrząc na najstarszą giełdę rynku amerykańskiego z historią sięgającą XIX w. wyraźnie widać, że poziomy wycen, w większości przypadków, wracają, prędzej czy później. Jednak nie jest to jedyna przyczyna. Ubiegły rok pokazał, że może się zdarzyć sytuacja, w której szeroki rynek rośnie, a dana spółka spada. Dobrym tego przykładam jest sektor biotechnologiczny, który właśnie tak się zachowywał. Inwestorzy omijali ten segment w roku ubiegłym, po wielkim wzroście w 2020. Czas pewnej „mody” lub kompletnej awersji też jest bardzo charakterystyczny dla spółek innowacyjnych.

Najważniejsze jest, aby wiedzieć, jak działa mózg inwestora inwestującego w tego typu aktywa. Należy sobie przypomnieć o tym co czujemy, jak spółki osiągają jakiś spektakularny sukces, a kursy skaczą kilkadziesiąt i więcej % w górę, oraz jak się zachowujemy w czasie strachu i wyprzedaży. Co jest wtedy ważne, czy potrafimy wykonać zimną analizę spółki tj. co naprawdę mamy w środku oraz wykonać profesjonalną analizę otoczenia oraz zagrożeń. Może komuś pomogą artykuły w naszym dziale Psychologia Inwestowania. Te teksty to nie literatura, lecz nasze praktyczne doświadczenie na rynku. Jeśli choć trochę to komuś może pomóc to warto było je napisać.

W inwestowaniu, tak samo jak w życiu „nie ma darmowych obiadów” („there ain’t no such thing as a free lunch”). To przysłowie, rozpowszechnione w kręgach ekonomistów i na rynku, idealnie obrazuje z jaką sytuacją mamy do czynienia. Bardzo duże zyski jaki przyniosły nasze obserwowane spółki lub jakie potencjalnie mogą jeszcze przynieść nie są „za darmo”. Trzeba za nie zapłacić dużo zmiennością, niepewnością oraz odpornością psychiczna.

Jeśli pomimo tych wszystkich wskazówek, nie jesteśmy w stanie panować nad emocjami, nie robimy w tym postępów (oczywiście nic się nie dzieje od razu) to może należy pomyśleć o spokojniejszych instrumentach, nie dających prawdopodobieństwa aż takich zysków, ale gdzie też potencjalne straty będą mniejsze. Albo po prostu zrezygnować z inwestowania. To trudne i wymagające zajecie, zarówno w sferze analityki oraz psychologii w tym panowania nad swoimi emocjami. Nie każdy musi być inwestorem, tak samo jak nie każdy musi być wysokogórskim alpinistą czy żeglarzem samotnie opływającym świat, jest tyle fascynujących zajęć z życiu, którym można się oddać.

Michał Wachowiak



Czytaj więcej: